Łukasz
Gołębiewski - dziennikarz, analityk rynków czytelniczych, prezes
zarządu Biblioteki Analiz, autor punkowych książek. Specjalnie dla
Ulicznika opowiedział o swoich książkach, planach wydawniczych i stanie
czytelnictwa w kraju.
Kami: 1. Spotkałam się z opinią, że Twoja „Brudna Trylogia” to
punkowe harlequiny. ;-) Zgadzasz się z czymś takim? Jak byś opisał krotko swoje
książki?
Łukasz Gołębiewski - Myślę, że jest w tym stwierdzeniu sporo
prawdy, szczególnie w przypadku pierwszej z moich powieści, najbardziej
popularnej, czyli „Xenny”. Punkowe klimaty są w niej głównie czymś w rodzaju
scenografii dla romansu, po prostu zamiast bawić się na dyskotekach Ibizy oni
bawią się na koncertach i skłotach. Pozostałe dwie powieści są inne. „Melanże z
Żyletką” to brutalna opowieść o degradacji młodej dziewczyny, o tym jak szybko
kończą się dziewczęce marzenia, z kolei „Disorder i ja” to trochę frywolna
opowiastka o młodych żulikach, którym w kapitalistycznej rzeczywistości nic się
nie udaje, sępią drobne na wino pod hipermarketami i wegetują. Ale w każdej z
tych książek są jakieś wątki miłosne, no i spora dawka erotyki.
2. Skąd pomysł na książki, których akcja rozgrywa się w
punkowym środowisku?
- Łatwo mi pisać o klimatach, które dobrze znam, dorastałem
w tym środowisku i nigdy się nie oddaliłem od punka. Myślę, że jako nastolatek
nasiąknąłem buntem i dotąd z niego nie wyrosłem. I wcale mi z tego powodu nie
jest przykro. :)

3. Uważasz że tego typu książki, pokazujące określone
subkultury, pewne środowiska, są potrzebne? Świat pokazywany w Twoich książkach,
świat bohaterów „Xenny”, „Melanży” czy „Disordera” dla osobom nie mających
kontaktu z klimatami punk może stanowić potwierdzenie pewnych powszechnie
panujących stereotypów - że punki tylko piją, ćpają, poszukują łatwego seksu
itp.
- Ludzie, którzy myślą stereotypami bardzo niechętnie
rezygnują ze swoich słusznych poglądów na wszystko, więc pewnie ich moja
książka utwierdzi w przekonaniach, ale nie sądzę by należało się tym martwić,
bo to nie są ludzie, na których opinii mi zależy. Ważniejsze wydaje mi się
pytanie, czy rzeczywiście moje książki lansują takie postawy? Nie sądzę.
Pokazuję brudną rzeczywistość, ale przecież jej nie gloryfikuję. Zresztą w
ogóle jestem daleki od oceniania ludzkich postaw czy od moralizowania, a tym
bardziej lansowania jakiegoś stylu życia. Pozostawiam to specjalistom od
sprzedaży, reklamy, PR, a także socjologom i pedagogom. Opisuję świat, który
mnie szczególnie interesuje, piszę o muzyce, która jest mi bliska, piszę o
dziewczynach, które mi się podobają... Zgoda, jest też w tych książkach
alkohol, a nawet bardzo dużo alkoholu, są narkotyki, jest sporo erotyki, a dość
mało prawdziwych emocji, tak jakby świat potrzeb człowieka był zredukowany do
zaspokajania hedonistycznych przyjemności; i to się może nie podobać
moralistom. Ale przecież doskonale wiemy, że istnieje nie tylko „romantyczna”
strona międzyludzkich relacji, że często najbardziej pospolita potrzeba
przyjemności bierze górę, nawet w obliczu ewentualnej zdrady, kłamstwa, mówiąc
górnolotnie – grzechu.
4. Pytanie, które pewnie już nie raz padło. Opisy w Twoich
książkach - pewnych zachowań, rozmów są bardzo realistyczne, prawdziwe. Na ile
główny bezimienny bohater Twoich książek jest do Ciebie podobny? Czyżby jakieś
własne burzliwe wspomnienia z przeszłości? :)
- Jest do mnie podobny, mówi moim językiem, ma moje gusta,
ma częściowo moje doświadczenia, a niektórzy z bohaterów są mniej lub bardziej
złośliwymi karykaturami rzeczywistych postaci. Jest też masa fikcji,
oczywiście. Pisanie książki to fascynująca, długa wyprawa. Bierzemy ze sobą
mapę, kompas, przewodniki – to wszystko, czym są nasze dotychczasowe
doświadczenia, czym sami jesteśmy, ale po drodze napotykamy zupełnie nieznanych
ludzi, mamy niezaplanowane przygody. Tak postrzegam pisarstwo, jako wspaniałą
przygodę. Chyba Józef Hen, pisząc o Boyu-Żeleńskim, powiedział, że życie
pisarza jest komentarzem do jego twórczości, a twórczość – komentarzem do
życia. I to jest na ogół prawda, nie sposób całkowicie oderwać się od
doświadczeń, które ukształtowały naszą wrażliwość. W moim przypadku tą
wrażliwość w znacznym stopniu kształtowała muzyka punk, ale też: książki,
podróże, a przecież również i alkohol, również i kobiety, z którymi byłem
blisko.
5. Jesteś bardzo chętnym do komunikacji z czytelnikami
autorem, na swojej stronie xenna.com.pl
„rozmawiasz” z nimi, odpowiadasz na ich komentarze, zamieszczasz fragmenty książek...
Kierujesz się sugestiami swoich czytelników?
- Przede wszystkim szanuję swoich czytelników, no i cieszę
się, że ich mam, bo największa porażka to pisać wyłączne dla samego siebie. Rzadko
kieruję się sugestiami, ale czasami – poprawiając tekst – usuwam fragmenty,
które mogły by pewnym osobom sprawiać przykrość (nie chodzi mi o konkretne
osoby, a raczej o bardziej uniwersalne sprawy dotyczące estetyki). Poza tym
zawsze testowo wysyłam maszynopis do kilku bliskich mi osób z prośbą o sugestie
i uwagi, które pozwalają mi nanosić poprawki zanim wydam nową książkę. Są to
osoby w bardzo różnym wieku, o różnych profesjach i o różnym doświadczeniu
czytelniczym. Ich uwagi zawsze są pomocne, zwłaszcza że bardzo chcę by
czytelnik dostawał książkę możliwie w najlepszej formie na jaką mnie stać.
6. W 2008 roku została podpisana umowa licencyjna z firmą
Federico Film na stworzenie filmu opartego o powieść „Xenna moja miłość”. Uważasz,
że jest to książka którą można dobrze zekranizować? Oddać ten specyficzny
klimat, nie psując i przerabiając fabuły, co niestety jest często spotykane
przy polskich ekranizacjach. Do tego „Xenna” jest dość śmiałą obyczajowo książką...
- Z tego co wiem, to producentka myśli o wyeksponowaniu
romansu. Gdym miał jakikolwiek wpływ na scenariusz, to bym raczej próbował
robić film środowiskowy, mocno osadzony w scenografii punkowej. Ale wpływu na
scenariusz nie mam. Sceny śmiałe obyczajowo akurat mogły by być wabikiem dla bywalców
kin. Osobiście uważam, że dużo bardziej do ekranizacji nadają się „Melanże”, no
ale „Melanże” nie uderzają w melodramatyczne struny, więc raczej nie mogą
liczyć na duży krąg odbiorców. Poza tym w ogóle nie jestem miłośnikiem kina,
więc szczerze mówiąc nie mam w tej sprawie wyrobionej opinii. Jeśli film
powstanie, to będę się cieszył jeśli ludziom się będzie podobał, nie koniecznie
musi być wierny książce.

7. Uważasz za słuszne przyrównywanie Twoich książek do twórczości
Bukowskiego? Dodam, że mnie prywatnie kojarzyło się raczej z Rothem (podobne
podejście bohatera do kobiet), Nabokovem czy „Cząstkami elementarnymi"
Houellebecqa.
- Houellebecqa z jego narcyzmem nie trawię. Nabokov jest dla
mnie niedoścignionym mistrzem, zwłaszcza w opisach delikatnych kobiecych
powabów (tu bym jeszcze dodał mniej znanego hiszpańskiego pisarza Antonio
Munoza Molinę, który potrafi pisać o seksie w sposób niemal nierzeczywisty).
Lubię brudną rzeczywistość Bukowskiego i jego poczucie humoru, ale drażni mnie
jego egocentryzm. Co do Rotha, to oczywiście jest to pisarz wybitny, ale tylko
jego ostatnie utwory, jak choćby „Konające zwierzę” czy „Oszustwo” są bliskie
moje wrażliwości. Do tego grona pisarzy duchowo mi bliskich dodałbym jeszcze
Henry’ego Millera.
8. I jak już jesteśmy w tym temacie, Twoje ulubione książki?
:)
- „Blaszany bębenek” Guntera Grassa za poezję języka, „Auto
da fe” Eliasa Canettiego za obsesyjną miłość autora do książek, „Rozmowa w
Katedrze” Mario Vargassa Llosy za niebywałą, nieliniową, narrację i ładunek
emocjonalny, „Wybór Zofii” Williama Styrona bo mnie wzrusza ta książka, no i
„Lolita” Nabokova za to, o czym pisałem, za sentymentalne uchwycenie
dziewczęcego piękna.
9. Jak godzisz „bycie” analitykiem rynku z „byciem” autorem książek
z punk rockiem w tle? Czy wydawanie tego typu książek nie umniejsza Twojej
fachowości w oczach potencjalnych współpracowników itp.?
- Godzę bez większych problemów, nie mam garnituru ani
krawata, ale nikomu to nie przeszkadza, myślę, że ludzie przyzwyczaili się do
tego, że jestem jaki jestem. Pewnie niektórzy za plecami
rzucą jakiś złośliwy komentarz, ale nie sprawia mi to zbytniej przykrości.
Myślę, że jeżeli jest się w czymś naprawdę kompetentnym, a ja jestem
kompetentny w dziedzinie analiz rynku książki, to wygląd czy poglądy są sprawą
marginalną.
10. Specjalista od rynków wydawniczych ma na pewno w głowie
jakiś przepis na dobrą książkę, ma rozeznanie w potrzebach czytelników...
Kierowałeś się swoją zawodową wiedzą wydając „Brudną Trylogię”?
- Na pewno tak, zarówno pisząc książkę, jak i promując ją.
Przez kilkanaście lat byłem dziennikarzem i analitykiem rynku wydawniczego,
procentuje i wiedza, i kontakty w środowisku, a i nie bez znaczenia jest pewne
doświadczenie czytelnicze, czytam około 100 książek rocznie, jest to jakiś
kontekst, do którego można się odnieść.
11. Pytanie bardziej do analityka: Co myślisz o kondycji
polskiego czytelnictwa? Ostatnio da się zauważyć modę na romanse jak choćby
wampirza saga dla nastolatek, na którą zapanował istny szał, czy książki pani
Kalicińskiej, ukochane przez rodzime gospodynie domowe.
- Bestsellery kreują mody czytelnicze, była moda na
„Harry’ego Pottera”, teraz nastolatki zaczytują się romansami wampirów i to nie
dotyczy tylko Polski, bo te same książki czyta cały świat. Zawsze jest też
potrzeba zarówno na romanse (tę w znacznym stopniu zaspokajają dziś telenowele)
jak i na nostalgiczne powroty do lat młodości i tu mamy sukces Kalicińskiej
(ale i np. ogromny sukces portalu społecznościowego Nasza-Klasa). Ja myślę o
czytelnikach jak najlepiej, nie ważne, co lubią, ważne że chcą czytać książki a
nie gapić się w TV. Ktoś, kto dziś czyta Harlequina (nie koniecznie dla punków)
jutro może sięgnąć po „Annę Kareninę” i wcale to nie będzie daleki krok, choć
literacko będzie to jak lot balonem nad Atlantykiem. Nie zgadzam się też z
tezą, że Polacy mało czytają. Statystycznie czytamy mniej więcej tyle, co
bogaci Belgowie, nie jesteśmy społeczeństwem źle wykształconym czy pozbawionym
kulturowej ogłady. Natomiast niewątpliwie
książka przegrywa w rywalizacji z innymi formami rozrywki, szczególnie z
mediami elektronicznymi. W 2008 roku wydałem esej pt. „Śmierć książki. No
Future Book”, w którym piszę o niebezpieczeństwach dla świata Gutenberga.
Książkę niemal w całości można sobie przeczytać w Internecie na stronie:
[ www.nofuturebook.pl ]
12. Ostatnie pytanie. Co Łukasz Gołębiewski ma w swoich planach wydawniczych? Czy czytelnicy mogą spodziewać
się kolejnej książki związanej z punkiem?
- Tak, kolejna powieść będzie w styczniu 2010. Tytuł „Złam
prawo”. Opisałem w niej m.in. moje młodzieńcze przeżycia, w tym wrażenia z
Jarocina 1984. Sporo w niej punka, sporo seksu, jest też mroczny wątek
kryminalny i trochę brutalności. To opowieść o magnetyzmie zła, które nie
zostaje ukarane, o konsekwencjach wchodzenia na tereny zakazane, ale też
książka o dojrzewaniu. Poza tym wciąż mam w planach
książkę podróżniczą o wschodniej Ukrainie, którą w 2008 roku przejechałem
autostopem. Aktualnie jednak pracuję nad kolejną edycją śmiertelnie nudnego
kompendium pt. „Rynek książki w Polsce”, które wyjdzie w październiku. To
ogromne opracowanie, w tym roku prawdopodobnie wyjdzie w pięciu tomach. Nie
lubię tego pisać, ale... z czegoś trzeba brać pieniądze na punk rocka. :)
BARDZO DZIĘKUJEMY ZA UDZIELENIE WYWIADU!
|